Jakiś tydzień temu zauważyłem niepokojące zachowanie auta. Otóż po wyłączeniu silnika wentylatory pracowały jeszcze przez około 20 minut! Mówię sobie, że upały są i chłopak musi się schłodzić do spania, ale z drugiej strony coś mi nie pasował ten długi czas.
Teraz w piątek to samo. Podjechałem do Castoramy w której spędziłem dobre pół godziny. Wychodzę i słyszę spod maski nadal pracę wentyla. Wprawdzie kręcił się już chyba tylko jeden bo szum bym o wiele mniejszy niż ten zaraz po zgaszeniu gdzie szalały oba wentyle pełną parą.
Przed chwilą zdziwiłem się bo auto jest martwe. Pilot nie otwiera, dioda w drzwiach sie nie pali. Otwieram z kluczyka przekręcam zapłon i głucha cisza, nic sie nie pali też.
Akumulator ma kilka miesięcy (moll) i ma taki bajer do sprawdzania naładowania, taką kropkę. No wynika z niej, że jest rozładowany.
Na bank to wina długo pracujących wentylatorów po zgaszeniu.
Mam dwa pytania:
Ile Wam kręcą się wentylatory po zgaszeniu? (najlepiej 1.8t jeśli to ma znaczenie)
No i co może być przyczyną, że one kręcą się u mnie tak długo? Nie było tak nigdy. Jakiś czujnik czy co?
Jutro poproszę kolege o prąd to wtedy zapodam VAGa w między czasie chciałbym dowiedzieć się co o tym sądzicie? Wyjeżdzam w piątek i takie psikusy nie są mi na rękę
pozdrawiam,



