Rok temu (od podobnej porze) walczylem z gasnacym autem w deszczowe, wilgotne dni. Powymienialem kable WN, kopulke + paluch, swiece, regulowany mialem gaznik i nic nie pomagalo. Dopiero po wymianie cewki problem zniknal. Zniknal, ale szybko wrocil

Teraz zas mam problemy z gasnacym autem w deszczowe dni. A problem jest taki, ze gdy jest wilgotno, deszczowo to auto po odpaleniu chodzi ladnie, po przejechaniu okolo km przy zmianie biegow zapala mi sie kontrolka ladowania, gdy wjade w wieksza kaluze to tez sie pali przez chwile. Kiedy mocniej pada, albo jest dosc duya mgla, w ogole wilgotno jest to auto kompletnie traci moc. Wciskam pedal gazu a on nic, po chwili gasnie. Musze odczekac chwile, zapale go od nowa (troche dluzej pali) i moge jechac. Przejade (w deszczu) jakies 20km i od nowa. Musze zgasic, zapalic od nowa i wtedy moge jechac juz, a jechac.
Na w/w podzespolach, tj. kablach, swiecach, kopulce + paluchu, cewce zrobilem jakies 8-9 tys. km. Czy to duzo, malo? Czy cos trzeba wymieniac z tych rzeczy? Jak rozwiazac ten problem? Mial ktos cos takiego, ma ktos pomysly?
Z gory dziekuje za kazda pomoc.