jadąc dzis ok 70 km/ h wszystko było dobrze...przejechałem ok 30 km chciałęm znowy jechac do miasta i po przejecaniu ok 2 km silnik gwałtownie stanoł....stoczyłem sie na pobocze otwieram mache i.....brak paska od pompy i alternatora ( na pierwszy zut oka)....
moja pierwsza mysl ...urwał sie pasek od alternatora i zablokował koło.....
po scholowaniu ayta do domu i danio mi troche odpoczac przygladam sie temy co sue tam stało.......paska brak....jedno koło pasowe zmasakrowane....zdejmuje osłone paska rozrzadu...paska prak.....zrobiło mi sie gorąco......łapie za koło od wałka rozrzadu...luzne....ma duzy luz ...otwieram korek od oleju.........wałek zlamany.....zdejmuje pokrywe od zaworów....majac nadzieje ze ejszcze moze....da sie to uratowac ale gdy zauwarzam ze jeden wałek pekniety jest w 3 miejscach.....to juz....ehhh
czy jest jaki kolwieksens sciagać głowice czy juz lepiej zacząć szukac nowego silnika.....




