Jeżdżę sobie PN. Od +/- roku nie miałem żadnych problemów z autem (wiem wiem szczęściarz ze mnie). Niestety od pewnego czasu z autem dzieje się źle.
Po odpaleniu obroty są ok. Co prawda przy dojeździe do świateł i wciśnięciu sprzęgła auto gaśnie, ale nie to jest największym problemem.
Jak auto nabierze temperatury to obroty zaczynają mocno falować (tak jakby palił na dwa gary). Wchodzą na normalny poziom by sekundę później spaść do bardzo niskiego poziomu, aż trzęsie budą.
Od tego momentu jazda autem staje się praktycznie niemożliwa. Nie dosć że gaśnie przy sprzęgle, to jeszcze podczas postoju auto gaśnie z powodu obrotów.
Próbowałem dociec co go boli i doszedłem do wniosku, że to wina części, która znajduje się na zdjęciu poniżej w czerwonym kółku.
Jak rozgrzeję auto i odłączę tą wtyczkę to znikają problemy i z gaśnięciem przy sprzęgle i z falującymi obrotami.
Auto wskakuje na równe choć nieco wyższe niż normalnie obroty. Co prawda zapach spalin oraz dopalanie mieszanki w gaźniku po wyłączeniu kluczyka sugeruje że auto pali jak smok, ale przynajmniej mam szansę w awaryjnych sytuacjach skorzystać z samochodu.
Nie wiem czy dobrze kombinuję, ale czy to nie jest wina tego "niebieskiego czujnika"? Bo domyślam isę, że ta część co jest na zdjęciu to nastawnik. Zastanawiam się czy oddać Golfera do naprawy czy do kasacji. Jeśli czeka mnie wymiana gaźnika i nastawnika za 500-600zł to naprawa nie ma sensu, jeśli tylko czujnik za 100zł to jeszcze bym zainwestował.





