z reguły daje jakoś rade z moim mk3, ale od 3 dni odchodze od zmysłów bo pierwszy raz coś takiego mnie spotyka. Krótko opisze od początku do teraz, licze na jakieś pomysły

I dzień:
- rano przychodzę, odpalam ledwo ledwo (aku), ale przekręcił

- dojechałem do pracy, gdzie stał przeszło 10 godzin na mrozie i wietrze (-17C), wsiadłem już musiałem odpalić na kable, ładnie zachwycił znów 10 min i ruszam...
czułem ze ciężko wchodzą biegi, ledwo co wyjechałem i zatrzymałem sie (sprzęgło wciśnięte i luz). Po jakiś 5 sek coś strzeliło, dość mocno, wrzuciłem wsteczny (chciałem zobaczyć czy coś nie odleciało, ale czysto było) potem 1, 2 i znów sprzęgło, luz. Od razu jeszcze sie tocząc chciałem wrzucić 2 ale już nie dało rady... linka cała, na zgaszonym mogłem wrzucić bieg.
II dzień:
- pojechałem na holu, podczas holowania, jak już sie toczyłem, ok 5km/h sprzęgło działało normalnie, każdy bieg, nic sie nie ślizgało, mogłem jechać praktycznie o własnych siłach... Jedynie gdy miałem wrzucony i wysprzęglony bieg, i auto wyhamowywało poniżej 5 km/h zaczynało szarpać, jakby ktoś wkopywał i odpuszczał sprzęgło bardzo szybko
- postawiłem auto w ciepłym (+10C)
III dzień:
- odpalam auto, dużo wody stopniało z niego
- wsiadam sprzęgło, i próbóje wrzucić 1, udało się, szarpnęło znów tak samo, później już wszystko w porządku
- pojezdziłem tak z 2,5 km , na każdym biegu normalnie ciągnie, nie ślizga sie, jakby sprawy nie było...
Ja nie mam pomysłów, myślałem ze tarcz sie posypała <tłumiki>... ale nie wiem teraz co myśleć,
dodam jeszcze
